środa, 14 lutego 2018

Jak wiele możesz zrobić dla uratowania rodziny, czyli "Tytany"

Wprowadzenie
Przed przeczytaniem Tytanów, miałam okazję zmierzyć się z inną powieścią autorki, a mianowicie z Ogniem i wodą. Ową powieść wspominam jako bardzo dobrą lekturę (wspominam, bo czytałam ją trzy lata temu, hehe) i nie ukrywam, że do Tytanów przez to miałam dość duże oczekiwania. Zawiodłam się.

Akcja toczy się w Detroit, gdzie siedemnastoletnia Astrid usilnie walczy o utrzymanie domu. Całej jej rodzinie grozi eksmisja, a ojciec codziennie wraca z nieudanych rozmów o pracę. Dziewczyna od kilku lat wraz z przyjaciółką ogląda wyścigi tytanów - mechanicznych, nieprzewidywalnych koni. Marzy by móc  dotknąć chociaż jednego z nich, ale ta "rozrywka" jest przeznaczona dla samych bogaczy. Wszystko zmienia się gdy Astrid poznaje Gałgana, a razem z nim dostrzega szansę na lepszą przyszłość.

Przechodząc do rzeczy
 Uważam, że książka jest dość przewidywalna. Ja, wierna fanka fantastyki umiałam wyczuć "co się zaraz stanie". Czy to znak, że przeczytałam za dużo takich książek? Właśnie. Mam wrażenie, że coś już takiego, podobnego czytałam. Możliwe, że kojarzy mi się trochę Wyścig Śmierci, w którym również były "inne" konie i również była walka o rodzinę.
Akcja na początku, nie ukrywam - dłuży się. Potem nagle przyspiesza, gdzie czytamy opis wyścigu za wyścigiem i... koniec. Zakończenie miało dać nam efekt WOW, ale przynajmniej mi nie dało. Miałam uronić łzę, nie uroniłam. Przy ostatnim wyścigu miałam być pełna emocji, nie byłam. Czemu? Bo byłam pewna zakończenia na 99%.
 Głowna bohaterka także dała mi się nieźle we znaki. Zazwyczaj nie mam nic do niezdecydowanych ludzi, ale tutaj jej zachowanie było okropne. Podchodziła do pewnych spraw bardzo lekkomyślnie, a jej marudzenia po kilku stronach miało się dość.
Jeśli chodzi o techniczne sprawy książki to mam zastrzeżenia do krótkich rozdziałów. 'Dzielenie' lektury co kilka stron, coraz wytrącało mnie ze skupienia. W trzystu czterdziestu czterech stronach powieści mieści się 61 rozdziałów. Nie uważacie, że to lekka przesada?

Podsumowanie
Jak zdążyłam wspomnieć na samym początku, zawiodłam się. Liczyłam na coś naprawdę dobrego, na miarę Ognia i wody. Czegoś mi tu brakowało, a precyzując - wątku miłosnego, który idealnie pasowałby do treści. Nie oczekujcie od tego utworu zbyt wiele, nie oczekujcie historii, która was porwie. Chociaż może będziecie się przy niej dobrze bawić, mimo to radziłabym poświęcić czas na inne książki Victorii Scott, które są naprawdę dobre.


6/10

Julka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz